21 listopada 2017. imieniny: Albert, Janusz, Konrad
  × strona główna
° Historia
 - Zabytki
° Położenie
° Gospodarka
° Warto zobaczyć
sławni ludzie z naszej gminy
  

Ranking stron
www.gmina.pl
- zagłosuj >>
Zabytki

We wsi Wanaty znajduje się pomnik pamięci poświęcony ofiarom hitlerowskiego mordu dokonanego na 108 mieszkańcach wsi w 1944 roku.

Pacyfikacja Wanat w dniu 28 lutego 1944 roku.

Minęło już 60 lat od bestialskiego mordu oprawców hitlerowskich na bezbronnych mieszkańcach Wanat w dniu 28 lutego 1944 roku. Bezpośrednią przyczyną spalenia wioski i wymordowania jej mieszkańców była potyczka zbrojna, którą partyzanci stoczyli z Niemcami w lesie pod Bączkami w dniu 21 lutego 1944 roku, czyli na tydzień wcześniej przed spaleniem wsi. W dniu 21 lutego, w godzinach rannych przyjechali Niemcy do Wanat dwoma dużymi samochodami. W czasie kontroli w gospodarstwie Marcina Boratyńskiego, Niemcy zauważyli na śniegu liczne i świeże ślady wiodące do lasu. Niemców było kilkunastu, więc postanowili pójść tropem tych śladów, które były rzeczywiście śladami partyzantów przebywających w Wanatach, aż do momentu przybycia Niemców do wioski. Po usłyszeniu warkotu samochodów niemieckich, partyzanci schronili się w pobliskim lesie i obserwowali wioskę z dala. Kiedy zobaczyli Niemców idących w ich kierunku, to zaczęli oddalać się szybko w głąb lasu. W pobliżu wsi Bączki partyzanci otworzyli ogień w stronę Niemców. Zaskoczeni Niemcy ponieśli duże straty w ludziach i sprzęcie. Zginęło wtedy 7 Niemców i 3 było rannych. Partyzanci mieli tylko 1 rannego. Po krótkiej i zwycięskiej akcji partyzanci poszli dalej w las, a Niemcy wzięli furmanki z Bączek i załadowali na nie rannych i zabitych. Następnie okrężną drogą przez Maciejowice i Sobolew, wrócili do Garwolina. Nad wsią Wanaty zawisła w powietrzu groźna niewiadoma, co będzie dalej, kogo i kiedy ukorzą Niemcy...? Jednak w ciągu najbliższych dni, nic nie działo się w Wanatach, panowała złowroga cisza. Niemcy nie pokazywali się we wsi , tylko część mężczyzn, którzy byli aktywni politycznie lub współdziałali z podziemiem zbrojnym, opuścili wioskę i ukryli się z dala od Wanat. Po tygodniu tułaczki wrócili do swoich domów, jednak nadal byli niespokojni o swoje życie. Większość mieszkańców Wanat nie czuła się zagrożona represjami, ponieważ nie angażowali się politycznie i wobec okupanta wywiązywali się w terminie ze wszystkich zobowiązań, byli pewni, że są niewinni i nic im nie zagraża. Takie myślenie okazało się wkrótce nierealne i zwiększyło tylko rozmiar zbrodni. Niemcy starannie przygotowali się do pacyfikacji Wanat w dniu 28 lutego 1944 roku. Dokumenty archiwalne z Otwocka i Warszawy potwierdzają udział żandarmów, oddziałów specjalnych policji niemieckiej, oddziałów pomocniczej policji ukraińskiej i funkcjonariuszy polskiej policji granatowej z Garwolina, Żelechowa, Sobolewa i Kołbieli w pacyfikacji Wanat. W tej akcji uczestniczyło również część specjalnych oddziałów niemieckich, które sprowadzono poprzedniego dnia na teren powiatu garwolińskiego z Siedlec, Mińska Mazowieckiego, Warszawy i Rembertowa, w związku z mającym się odbyć poborem ludności na roboty do Rzeszy. Niemcy obawiali się ewentualnego oporu ze strony Polaków i dlatego przygotowali się dobrze na wypadek walki zbrojnej. Przypuszcza się, że w akcji pacyfikacyjnej Wanat wzięło udział około 300 dobrze uzbrojonych Niemców, a mogło być ich dużo więcej. Dzień zbrodni i ludobójstwa dla mieszkańców Wanat nastąpił 28 lutego 1944 roku. W tym dniu, już o godzinie 2ºº w nocy przyjechali Niemcy samochodami wojskowymi do Wanat. Zatrzymali się na wschodnim krańcu wsi od strony nieosłoniętej lasem, odcinając dostęp do wsi sąsiednich. Droga do pobliskiego lasu była przez pewien czas wolna. Tę sytuację wykorzystało kilku mężczyzn i pod osłoną nocy opuścili wioskę. Byli to między innymi: Skoczylas Aleksander, Marcin i Ryszard Boratyńscy, Józef Wiśniewski, Eugeniusz Górzkowski i Jan Kędzior. Z możliwości ucieczki mogła skorzystać nawet połowa ludności Wanat, ale tak się nie stało. Największe szanse mieli mieszkańcy tuż przy lesie, bowiem niektóre zabudowania znajdowały się w odległości około 50 m od ściany lasu. Panujące ciemności ułatwiły ucieczkę, jednak większość mieszkańców czuła się niewinna i nie próbowała ucieczki. Nikt wtedy nie przypuszczał, że Niemcy okażą się tacy okrutni, nawet dla dzieci, kobiet i starców. Niemcy zgotowali straszny los wszystkim mieszkańcom Wanat i dokonali na nich okropnej zbrodni ludobójstwa. Po przyjeździe do Wanat w dniu 28 lutego, Niemcy otoczyli całą wieś i obstawili posterunkami drogi wylotowe do sąsiednich wsi : Lewikowa, Dąbrowy i Woli Łaskarzewskiej. Posterunki niemieckie legitymowały i zatrzymywały wszystkich, którzy chcieli wydostać się z wioski, nawet nie pozwolono dzieciom pójść do szkoły w Dąbrowie. Na opuszczenie Wanat, pozwolono tylko mieszkańcom powołanym na roboty przymusowe do Rzeszy Niemieckiej, bo w dniu 28 lutego 1944 roku miał odbyć się pobór w Gminie Łaskarzew, z terenu wiejskiego. Karty poboru mieli ludzie bardzo młodzi, toteż rodzicom pozwolono towarzyszyć dzieciom do punktu zbiorowego w Łaskarzewie. Imienne karty na wyjazd do Niemiec miały 4 osoby z Wanat, po jednej osobie z rodziny Dąbrówków, Paciorków, Trzciałkowskich i Ragusów. Wszystkie te osoby po zakończeniu wojny wróciły szczęśliwe do Polski. Również ci, którzy odwieźli ich wtedy do Łaskarzewa byli uratowani od śmierci, bo już w Łaskarzewie dowiedzieli się o tym, co dzieje się w Wanatach i tu już nie wrócili. W ten oto sposób uratowało się 13-tu mieszkańców wioski, (w tym również osoby, które pojechały do Niemiec). Niemcy rozpoczęli akcję zabijania ludzi i palenia wioski około godziny 8ºº rano, kiedy było już dobrze widno i cała wieś była całkowicie otoczona przez posterunki niemieckie. Do przeprowadzenia bezpośredniej akcji wybrali Niemcy 3 specjalne grupy. Pierwsza grupa szła kolejno i rozstrzeliwała wszystkich ludzi obecnych w zagrodzie. Druga grupa rabowała ubrania i cenniejsze przedmioty z poszczególnych gospodarstw oraz inwentarz żywy, jak konie, krowy i trzodę chlewną. Żołnierze z trzeciej grupy, podpalali kolejno wszystkie budynki mieszkalne i gospodarcze. Akcję pacyfikacyjną Niemcy rozpoczęli od zachodniej strony wsi Wanaty. Po wymordowaniu mieszkańców i zrabowaniu ich mienia oraz podpaleniu całej wioski, Niemcy wycofali się na wschodni skraj Wanat, gdzie znajdowało się główne dowództwo akcji pacyfikacyjnej. Prawdopodobnie w godzinach południowych przyjechał do Wanat starosta niemiecki z Garwolina Freudenthal, który już od rana przebywał w tym dniu w Łaskarzewie. Zrabowane rzeczy ładowali Niemcy na duże samochody wojskowe i na 5 furmanek, które na rozkaz Niemców, wysyłał sołtys z Lewikowa Chodkiewicz do Wanat. Konie i krowy pędzone były do Łaskarzewa pod niemieckim konwojem z bronią. Niemcy opuścili całkowicie Wanaty w późnych godzinach popołudniowych. Pozostała po nich płonąca wieś z pomordowanymi mieszkańcami. Do późnych godzin nocnych, nikt z mieszkańców sąsiednich wiosek nie odważył się pójść do Wanat. Groza ogarnęła wszystkich, którzy widzieli płomienie i słyszeli przeraźliwe krzyki mordowanych ofiar. Wozacy z Lewikowa nasłuchali się i napatrzyli ogromnego cierpienia ludzi, którzy byli im dobrze znani, a nawet bliscy. Jednak nikomu nie mogli udzielić pomocy, bo wszędzie krążyli uzbrojeni Niemcy i dobijali wołających o pomoc. Uratowani w różny sposób nieliczni mieszkańcy wioski, dopiero wczesnym rankiem następnego dnia oglądali miejsca, gdzie jeszcze wczoraj były ich zagrody, bądź zagrody krewnych lub znajomych. Pozostały tam jedynie zgliszcza spalonych zabudowań, a zwłoki pomordowanych i zwęglonych ciał, były prawie nierozpoznawalne. Grzebaniem pomordowanych zajęły się rodziny. Zwłoki ofiar zostały pochowane we wspólnym grobie na cmentarzu w Łaskarzewie. Na załatwienie sprawy z pogrzebaniem zmarłych rodziny miały tylko 3 dni, tak zarządził starosta niemiecki z Garwolina. Nie było czasu na robienie trumien, więc zwłoki lub często szczątki zwłok, składano do skrzyń naprędce zbitych z desek i układano kolejno te skrzynie we wspólnej mogile na cmentarzu w Łaskarzewie. Kości nawet wieloosobowej rodziny mieściły się często w jednej skrzynce, tak było ich niewiele. Tylko nieliczne ofiary mordu zachowały się w całości ponieważ ich ciała leżały poza obejściem np. w polu, na łące lub pod rzeką. Osoby te próbowały ucieczki, ale nie zdołały uratować się od okrutnej śmierci. Jednak spośród mieszkańców przebywających we wsi w czasie pacyfikacji uratowały się niemal cudem 2 osoby a mianowicie : Julianna Olejnik, wtedy Niedźwiecka, która miała wtedy 29 lat i straciła w tym tragicznym dniu męża i dwóch nieletnich synów oraz matkę, siostrę i teściową, Władysław Górzkowski miał wtedy 45 lat i stracił w tym dniu żonę oraz wielu bliskich krewnych. Julianna i Władysław byli ciężko ranni, ona otrzymała postrzał w dolną szczękę, a Władysław miał przestrzelone obydwie ręce w przedramieniu, ponieważ osłaniał nimi głowę, w którą celował Niemiec z krótkiej broni. Po wielu różnych przygodach, uratowali się obydwoje wykorzystując sposobną okazję, a mianowicie, wyczołgali się ostrożnie z domu na podwórko i ukryli się, każde z nich w swojej piwnicy z ziemniakami. Piwnice miały betonowe sklepienie, które chroniło przed ogniem. Tego samego dnia późno w nocy, obydwoje zostali odnalezieni przez krewnych, przybyłych do Wanat. Obydwojgu rannym, udzielili pomocy lekarskiej w wielkiej tajemnicy: lekarka Przybylska i lekarz Wołek, którzy wysiedleni z Poznańskiego na początku wojny, mieszkali i pracowali w Łaskarzewie. Następnie Julianna i Władysław zostali ukryci u swoich bliskich krewnych, z dala od Wanat. Niemcy byli pewni, że w dniu 28 lutego nikt z Wanat nie uratował się z tej pożogi i nie szukali Julianny i Władysława. Oprócz tych dwojga ludzi, do końca okupacji hitlerowskiej w Polsce, ukrywało się również parę innych osób z Wanat, którym udało się w różny sposób ocalić życie, a było tych osób razem 28. W tym tragicznym dniu lutowym 1944 roku zginęło w Wanatach 108 osób, w tym 105 osób z Wanat i 3 osoby spoza wioski. Jan Sitnik rolnik z Podwierzbia i Stanisław Markowski rolnik z Pilczyna Starego, zginęli we młynie Edwarda Dymka w Wanatach, natomiast Janina Głowacka z Dąbrowy została zastrzelona na drodze wiodącej do Wanat. Przybiegła tu, aby ratować męża, który poszedł do Wanat bez dokumentów osobistych. Głowacki nie przybył do Wanat, a jego żona zginęła tragicznie i osierociła małego synka. Z dokładnych relacji Julianny Olejnik i Władysława Górzkowskiego, którzy byli naocznymi świadkami akcji pacyfikacyjnej wsi Wanaty znamy jej przebieg. Obydwoje między innymi opowiadali, że do domu wchodziło trzech uzbrojonych Niemców, ale ludzi zabijał tylko jeden, ten który stał w środku. Strzelał z bliska z broni krótkiej. Dwaj stojący po jego bokach, mięli broń długą i ubezpieczali go. Obydwoje mówili też, że ci trzej uzbrojeni Niemcy, rozmawiali między sobą po rosyjsku. Strzelający do ludzi w Wanatach, miał charakterystyczną wysoką i potężną sylwetkę, oraz mocno rudy zarost na twarzy. Potem mówiono głośno, że partyzanci polscy zastrzelili tego niemieckiego mordercę na stacji kolejowej w Pilawie, pod koniec 1944 roku. Również z rąk partyzantów zginął starosta niemiecki z Garwolina Freudenthal. Partyzanci z Garwolina i okolic urządzili zasadzkę na starostę i jego obstawę wracających z Warszawy do Garwolina. W krótkiej i udanej akcji zbrojnej na szosie lubelskiej, w pobliżu miejscowości Wólka Mlącka na terenie osłoniętym lasem, zginął słynny kat Wanat i powiatu garwolińskiego oraz inni Niemcy. Zbrodnia hitlerowska popełniona w Wanatach odbiła się głośnym echem nie tylko w okolicy, ale rozeszła się szybko po całym powiecie garwolińskim. Była to jedyna w powiecie, na tak dużą skalę przeprowadzona akcja pacyfikacyjna, w której zginęło w ciągu kilku godzin 108 niewinnych ludzi, w tym : - 47 dzieci i młodzieży w wielu od 1 miesiąca życia do 16 lat, - 37 kobiet w wieku od 18 do 78 lat życia oraz - 24 mężczyzn w wieku od 17 do 88 lat życia. Przykład Wanat miał wpłynąć zastraszająco na społeczeństwo polskie, a stało się wręcz odwrotnie. Coraz bardziej rozwijał się ruch podziemnego oporu, który ośmielony klęskami Niemiec na froncie wschodnim, zadawał okupantowi w Polsce i nie tylko, coraz bardziej dotkliwe straty. Partyzantów ciągle przybywało niemal w całej Polsce, a na południu Polski, staczali partyzanci z Niemcami nawet duże bitwy. Podobny los miał spotkać mieszkańców sąsiedniej wioski Lewików. Tego dnia Niemcy spalili wszystkie budynki gospodarcze w 8 zagrodach i zabili 1 osobę. Wiosek spacyfikowanych w Polsce w latach 1939-1945 było dziesiątki, ale tylko o nielicznych pisze się na kartach polskiej historii. Tragedia Wanat nie została zapomniana w powiecie garwolińskim po zakończeniu wojny. W 1959 roku odsłonięto w Wanatach pomnik ku czci ofiar pomordowanych w dniu 28 lutego 1944 roku przez oprawców hitlerowskich. Miejsce pod pomnikiem, to wspólny grób, w którym złożono resztki ludzkich kości, pozbieranych w pogorzeliskach w późniejszym czasie. Tu dawniej stał dom Skoczylasa, w którym zginęła matka z dwojgiem dzieci w tym tragicznym dniu lutowym 1944 roku. Pomnik został ogrodzony płotkiem przez Dyrekcję fabryki „Pollena” w Łaskarzewie. Rosnące tuje posadzili tu nieżyjący już dwaj mieszkańcy Wanat : Jan Żak i Tomasz Paciorek. Ostatnio pomnik w Wanatach wzbogacony został o tablice imienne ofiar z 1944 roku. Tablice ufundowane zostały przez Radę Gminy i Wójta Gminy Łaskarzew Mariana Koryckiego. Od wielu lat pomnikiem w Wanatach opiekują się nauczyciele i uczniowie starszych klas ze szkoły w Dąbrowie. W zeszłym roku na wspólnym Wanackim grobie na cmentarzu parafialnym w Łaskarzewie w miejscu zniszczonego czasem lastrykowego pomnika wzniesiono nowy z trwałych materiałów kamienia i granitu. Umieszczono granitowe płyty z nazwiskami ofiar spoczywających w grobie. Pomnik wzniesiono wysiłkiem miejscowego społeczeństwa, przy pomocy władz gminnych i dzięki dobrowolnym składkom ofiarodawców. Na szczególne uznanie zasługuje mieszkaniec Wanat Pan Marian Trzciałkowski za duży wkład pracy i zaangażowanie w realizację tego szczytnego celu. Wieś Wanaty liczyła przed spaleniem 22 zagrody i 132 mieszkańców, żyły 32 rodziny. Po wyzwoleniu zamieszkało w Wanatach tylko 9 rodzin. Po zakończeniu wojny w 1945 roku zamieszkali w Wanatach niemal wszyscy ci, którzy przeżyli w różny sposób okupację hitlerowską i powrócili do swojej wioski. Przez wiele lat borykali się z ogromnymi trudnościami, bo znikąd nie otrzymali pomocy materialnej. Obecnie w Wanatach jest 17 zagród, w których mieszka 53 osoby. Mieszkańcy Wanat utrzymują się z rolnictwa i rzemiosła. Wanaty stanowią odrębne sołectwo w Gminie Łaskarzew. Pomimo, że upłynęło już 60 lat od tamtych tragicznych wydarzeń trwa pamięć o tym zdarzeniu wśród mieszkańców Wanat, okolicznych wiosek oraz całej gminy. Niech na zawsze pozostanie w pamięci tragedia tamtych dni i będzie lekcją historii dla przyszłych pokoleń. Pamięć pomordowanych mieszkańców wsi Wanaty uczcijmy minutą ciszy.
 
SONDA
zobacz wyniki

<<   Listopad   >>
NiPoWtŚrCzPtSo
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

MAPA SERWISU
STATYSTYKA